33. Wrath

Brisela vs Rafaela-Luciela

Kilka dni temu organizowałem mini-turniej ze znajomymi w Magic: The Gathering w formacie booster draft. Jako nagrodę za zajęcie wysokiego miejsca otrzymałem dwie karty – Gisela, the Broken Blade oraz Bruna, the Fading Light, o których chciałbym teraz nieco opowiedzieć.

brisela

Opowieść dzieje się w odległym świecie. Gisela i Bruna były dwiema z czterech sióstr — najstarszych aniołów na świecie. Trzecią z nich była Sigarda, wspomniana w tekście trzeciej karty. Imienia czwartej nie znamy, dawno temu popadła w niełaskę i została zgładzona przez Avacyn, anioła który stworzył podstawy współczesnej religii.

Przez długi czas siostry wraz z Avacyn sprawowały pieczę nad światem, pomagając ludziom w walce ze wszystkimi nie-ludźmi, balansując nieco ich możliwości przeżycia. Nadszedł jednak tego koniec, gdy nieznana siła powoli zaczęła wpełzać w umysł Avacyn i innych aniołów. Jako ekstremistyczne jednostki, które postrzegały świat tylko w dwóch kolorach, siła ta szybko przybrała rozmiary czystki etnicznej skierowanej przeciwko ludziom, zmotywowanej chęcią ochrony całego świata przed odcieniami szarości, w jakich ludzie przywykli żyć.

Ostatecznie, Avacyn na tyle została owładnięta tym obcym wpływem, że nie rozpoznała swojego stwórcy, jednego z potężniejszych lordów na świecie i została przez niego zgładzona za zachowanie niezgodne z przeznaczeniem jej istnienia. To, czego jej twórca nie wiedział, było przyczyną jej szaleństwa. To, czego się nie spodziewał, miało tuż za chwilę się pojawić.

Na scenę wkracza iście solarisowski1 byt, którego nikt nie jest w stanie pojąć umysłem, a który samą swoją obecnością potrafi wypaczyć umysły innych. Istnienie, które działa niczym milionkrotnie przyśpieszona ewolucja, przekształcając wszystko na swojej drodze w niepojęty, a więc straszliwy, sposób.

Spośród sióstr, Bruna i Gisela szybko ulegają szaleństwu, podobnie jak wcześniej Avacyn. Tylko Sigarda, z niejasnych przyczyn pozostaje czujna i stara się być w opozycji wpływowi, który mógłby ją przekształcić.

Na trzeciej karcie można zauważyć to, co stało się z Bruną i Giselą, kiedy poddały się wpływowi istoty. Natychmiastowa ewolucja uczyniła z dwóch jedno. Biorąc pod uwagę, że wśród aniołów, a także wśród większości innych stworzeń praktycznie nie było im równych, ich połączenie mogłoby być czymś, co wstrząsnełoby fundamentami tego świata.


A jednak, tak się nie stało. Gigantyczne stworzenie, wypaczone przez obcy wpływ, mogłoby mieć niebanalny wpływ na historię świata. Podczas gdy w oficjalnym opowiadaniu czytamy następujące słowa:

„HELLO, MY SISTER,” the angel-thing said in a horrific double voice that echoed with the resonance of untold eternities.

„You are no longer my sisters,” a pure, clear voice responded. Thalia saw a figure in the midst of the light, an angel holding a scythe that’s head was styled like a heron.

„Sigarda,” she whispered. The archangel of the Host of Herons had never turned against humanity, even at the height of Avacyn’s madness. Even now, she stood against her—sisters? That meant the fused angel-thing contained Bruna and Gisela, the archangels of the other two hosts. Despair settled into Thalia’s gut like stone.

[…]

Sigarda seemed to be regaining strength as her fused sisters weakened, struggling against the tendrils that held her in place. Thalia sliced at the angel-thing’s chest, loosening Sigarda’s bonds, then plunged the blade through the tangle of ribs and sinew into the red glow in the abdomen. She felt the blow in her own gut as she stabbed at the blasphemous angel.

Lashing out in reflexive agony, the angel-thing smashed Thalia with its less-wounded claw, sending her careening down toward the ground again. But this time her angelic wings brought her around in a swooping arc and up to the angel’s back, where she drove Avacyn’s spear through feathered wings and buried it deep into the spine and whatever organs filled the twisted thing’s abdomen. Again, agony jolted through her own chest.

But the angel’s awful wail ceased.

It twitched and writhed. Its monstrous claws flailed about, trying to reach behind it. Wings buffeted the air, and the tangled mass of tentacles that had been the angels’ legs grasped at nothing.

Sigarda burst out of her sisters’ chest smeared with blood and ichor, like an abhorrent birth, and crashed to the ground in the plaza below.

Thalia clung to the spear, riding it like an untamed steed as the angel-thing thrashed about in its death throes.

„Sister,” the angel-thing croaked.

And it followed Sigarda to the hard stone of the plaza below, curling like a dead spider on the ground. Thalia rolled off its back and fell to the ground beside it, staring upward into darkness.

Saint Traft and the Flight of the Nightmares

Okazało się, że połączona forma dwóch sióstr-aniołów została pokonana przez trzecią siostrę i jednego człowieka wspieranego bronią pokonanej Avacyn i duchem świętego, który pomógł tę broń udźwignąć. Sama walka trwała kilkanaście minut i dla bohaterów nie miała większego wpływu na ich dalsze decyzje.


Czas na porównanie. Proponuję Rafaelę-Lucielę z mangi Claymore. W tym świecie nie mamy aniołów, ale mamy ponadnaturalne stworzenia, które służą utrzymaniu porządku i które szkolone są rygorystycznie w swoim fachu przez pewną organizację do walki. Rafaela i Luciela są dwiema siostrami, na których eksperymentowano użycie więzi telepatycznej wspomagającej możliwości w walce. Niestety, eksperyment się nie udał i Luciela oszalała pod wpływem swojej mocy i uciekła, niszcząc i pożerając wszystko na swojej drodze. Rafaela została wydalona z organizacji.

Po długim czasie siostry znów się spotkały. Rafaela z nową wiedzą, że szaleństwo jej siostry da się odwrócić, zrobiła wszystko, aby zaapelować do ludzkich uczuć swojej siostry, ale Luciela postawiła ultimatum; obie muszą dotknąć tego samego szaleństwa, albo tylko jedna z nich wyjdzie z tego żywo. Podczas walki Rafaela prawie zabiła swoją siostrę, ale robiąc to jednocześnie podświadomie wlała w nią całe swoje życie, co wreszcie otworzyło oczy Lucieli. W desperackim akcie ratunku, ciała obu sióstr fizycznie zrosły się ze sobą i, odwracając się od rzeczywistości, na wiele lat weszły w stan wegetatywny.

Wreszcie, siostry zostały wybudzone z tego stanu. I pomyślały jedno. Nikt nie powinien im przeszkadzać w byciu razem. Ich brak szacunku do życia i jego ochrony ma jeden skutek — zaatakować wszystko.

Scene_096

Grad pocisków wystrzeliwany jest we wszystkich kierunkach, na wiele kilometrów. Gdziekolwiek pociski nie trafią, wysysają życie ze wszystkiego, co znajduje się w okolicy. Pociski po trafieniu potrafią przekształcić się w humanoidalne kreatury. To jest coś, co ma odpowiednio przerażającą skalę działania.

Celem obu sióstr nie jest podążanie za jakąkolwiek ideologią, tylko reakcja obronna na innych, którzy chcieliby wykorzystać ich moc do realizacji własnych celów.

mclaymore096_02_03

Jak Rafaela-Luciela wpłynęły na świat? Jednemu z głównych bohaterów udało się wniknąć do wewnętrznego ich świata oraz skierować chociaż część tej destruktywnej energii na głównego antagonistę oraz poruszyło co najmniej kilka innych wątków, które były ważne dla fabuły całej mangi. Siostry zginęły zniszczone przez głównego antagonistę, ale w ostateczności, to kupiło czas bohaterom na wypracowanie swojej strategii.


W taki sposób zbudować można postacie, które, mimo że odgrywają rolę drugoplanową, to są szanowane, a ich siła nie idzie na marne. Podobne nadzieje miałem w kierunku Briseli. Motywacją Avacyn była ochrona świata, a tylko jej percepcja została zniekształcona przez byt.

Brisela została zdegradowana do roli zombie, które w swoim działaniu jest bezmyślne. Nawet, jeśli jego nagłe się pojawienie budzi w danym momencie przerażenie, to w filmie o zombie nie jest to pierwszy, ani ostatni potwór z którym ktoś musi sobie poradzić. A gdyby motywacją dwóch sióstr byłaby ochrona tego, co im zostało — siebie? Pewnie trochę inaczej byśmy na nie spojrzeli. A gdyby ich istnienie odegrało większą rolę w nadciągającej bitwie, albo miało wpływ na tyle silny na rozwijające się zdarzenia, żebyśmy odczuli zmianę układu sił?

Przypomina to trochę rozgrywkę w Magic: The Gathering, gdzie prawie każda kreatura, niezależnie jak wielka może zginąć bo przeciwnik miał w ręce odpowiednią, niszczącą kartę. Nawet nasz solarisowy byt. Zaprzepaszczając potencjał dobrej historii.

  1. Stanisław Lem — Solaris.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *