Przenoszenie do komentarzy? Dziękuję, postoję

Ten wpis jest częścią mojego starego bloga, prowadzonego w latach 2005-2007 pod adresem dragonee.jogger.pl. Został on zachowany w celach archiwizacyjnych i niekoniecznie reprezentuje moje bieżące stanowisko na dany temat.

Przeglądając różne jogi, nie używam żadnego czytnika rss. Zbędna to rzecz, gdy mamy powiadamianie na jabbera. Czytając stronę główną i z ciekawości zaglądając tu i tam, również tego nie robię, żeby nie zaśmiecać sobie folderu z LiveBookmarks. Wystarczy mi przejrzenie tytułów oraz kilku zdań, by poznać styl pisania osoby i już wiem, czy będzie warto zajrzeć jeszcze raz, czy nie.

Gdy już zacznę czytać regularnie czyjegoś bloga, mogę dodać go do śledzonych, lub nie. Wszystko jedno. Joggerbot także zmusza mnie do tej samej rzeczy – żeby poczytać wpisy, otwieram stronę główną czyjegoś bloga. W takiej sytuacji otwieram każdy nieprzeczytany wpis, którego początek, czy tytuł mnie zaciekawił w nowym panelu. Wyrzucam stronę główną z kolejki i przesuwam się w prawo.

Tworzenie własnych szablonów daje genialną możliwość umieszczania najważniejszych linków bezpośrednio pod tytułem. Nie muszę przewijać, nie muszę szukać końca wpisu, by znaleźć link do komentarzy. Środkowy przycisk myszki załatwia wszystko.

Prawie wszystko. Szlag może człowieka trafić, gdy za każdym razem, kiedy przechodzi do strony komentarzy, musi przewijać do góry, by przejrzeć treść. Co mi po nich, jeśli nie wiem, o co chodzi?

Nie czepiałbym się, gdyby link prowadzący od razu do komentarzy był pod wpisem w szablonie. Wtedy dość logiczną stałaby się sprawa, że jeżeli ktoś na niego kliknął, to zapewne przejrzał tekst znajdujący się powyżej. Ale, jeśli znajduje się pod tytułem, to jakim prawem autor może zakładać, że zapoznałem się już z jego wypowiedzią?

12 komentarzy
  1. Luty 17, 2006
  2. Luty 17, 2006
  3. Luty 17, 2006
  4. Luty 17, 2006
  5. Luty 17, 2006
  6. Luty 18, 2006
  7. Luty 18, 2006
  8. Luty 18, 2006
  9. Luty 18, 2006
  10. Luty 18, 2006
  11. Luty 18, 2006
  12. Luty 18, 2006

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *