Alternatywne spojrzenie na problemy codzienne

Ten wpis jest częścią mojego starego bloga, prowadzonego w latach 2005-2007 pod adresem dragonee.jogger.pl. Został on zachowany w celach archiwizacyjnych i niekoniecznie reprezentuje moje bieżące stanowisko na dany temat.

Tekst ten będzie polemizował (a przynajmniej udawał, że to robi) z spojrzeniem ukazanym w notce Dzień Świra na blogu Zandramas.

A zaczęło się tak…

„A to peszek!”

8:30

Autobus? Jaki autobus… A, TEN autobus. Trudno. Szybki bilans zysków i strat… Jedna kartkówka mniej, jeden punkt mniej u nauczyciela, ale da się żyć. W końcu nie będzie zły w nieskończoność. Potem jeszcze angielski i francuski, klasówka i kartkówka. Hmm, pożyjemy, zobaczymy.

9:05

Śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg. Wszędzie biało i szaro, a żołnierz musi iść do przodu… Mam lepiej, nie ciągnę ze sobą całej masy sprzętu, poza tym wiem, że niedługo będzie ciepło. To jeden z tych momentów, kiedy człowiekowi naprawdę chce się już być w szkole. Wierzę w wiele rzeczy, także w to, że udało mi się wrzucić wszystko do plecaka. Opuściłem fazę pożywiania się na rzecz mniejszego pośpiechu w innych czynnościach. Mówią, że nie samym chlebem człowiek żyje…

9:35

Drzwi. Ciepło. Tak jest, destination point reached. Co prawda brak mi tych precyzyjnie odmierzanych kilkudziesięciu minut, w których to spałem, ale może szczęście trochę mi pomoże w pisaniu sprawdzianu z języka. A brak pracy domowej z francuskiego? To dopiero następna lekcja, nie ma się co martwić.

Nieco później.
  • Geografia – jak mnie nie ma to i kartkówki być nie może, wiadomo. 😉
  • Angielski – freestyle. Nie liczyłem, ile razy już to mi pomogło. Jak każdy, trochę się denerwuję. Jednak… Czy zginę od tego?
  • Francuski – żyjemy! Szczęśliwie nic takiego się nie zdarzyło, a nawet dostałem całe 4 z ostatniej klasówki.
  • Nawet na innych lekcjach nie było tak źle – z polskiego tysz cztery.
13:15

Spotkałem koleżankę z autobusie, a autobus zrobił nam podwójnego psikusa – najpierw udał, że nie jest sobą, a potem, kiedy już w niego zwątpiliśmy, pokazał z powrotem swoją prawdziwą naturę. Brzydal, chrumkacz i w ogóle. A my znów o własnych siłach brniemy przez śnieg. Jak od wieków.

Prequel

Wentylator komputera to istne połączenie ambientu z noizem. Chodzi, bo tak prosiło rodzeństwo. Jakiś torrent się ściąga i ściąga. Niestety – całe to ustrojstwo nie daje mi spać. Chce, bym słuchał jego koncertów na dwa dyski i wiatrak. W innych okolicznościach powiedziałbym, że to jest to, co tygryski lubią najbardziej, ale teraz nasuwa mi się tylko: „Dajcie spać!”.

A przecież tylu ludzi musi być na służbie o tej porze… Czy to jest sprawiedliwość?

One Response
  1. Luty 17, 2006

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *